Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Popkulturalny Lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Popkulturalny Lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Przewidywania oscarowe 2017 prosto od wróżbity Macieja

Przewidywania oscarowe 2017 prosto od wróżbity Macieja

       W niedzielę w nocy odbędzie się gala wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej 2017. Głównym faworytem gali (i moim właściwie też) jest La La Land (14 nominacji), ale w wielu kategoriach liczą się także Moonlight i Nowy początek (po 8 nominacji). Jeśli ktoś będzie oglądał rozdanie na żywo tak jak ja, to zapraszam do dzielenia się wrażeniami na Twitterze (z prawej strony bloga można wejść na mój profil).
       Postanowiłam się zatem pobawić w małe obstawianie tych nagród, choć oczywiście w nie wszystkich kategoriach.


Najlepszy film

WYGRA: La La Land
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: Moonlight
POWINIEN WYGRAĆ: La La Land
NIEWYBACZALNIE POMINIĘCI: Zwierzęta nocy

     La La Land to film pełny. W stu procentach przemyślany. Trzyma się idealnie swojej konwencji. Świetne aktorstwo, genialna reżyseria, fantastyczna muzyka. Czy to aby rodzi nam się legenda? Zobaczymy. Nie kocham Moonlight, czyli drugiego faworyta, ale mam swoje dwie dopuszczalne w ostateczności alternatywy - Arrival i Manchester By The Sea. Nie wiem za to, jak można było pominąć Zwierzęta nocy - film, który zrobił na mnie piorunujące wrażenie i liczyłam, że zostanie doceniony.

Najlepszy aktor pierwszoplanowy

WYGRA: Cassey Affleck - Manchester By The Sea
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: Denzel Washington - Fences
POWINIEN WYGRAĆ: Cassey Affleck - Manchester By The Sea
NIESŁUSZNIE POMINIĘCI: -

       W tym roku nie ma drugiej kreacji, która by aż tak zasługiwała na Oscara. Owszem, Gosling nie wystąpił źle, ale, moim zdaniem, on nie gra w filmach, on występuje w kolejnej podobnej roli, tylko w innym klimacie. Lee Chandler w wykonaniu Cassey Afflecka jest po prostu postacią z krwi i kości, z charakterem, takim prawdziwym bohaterem.


Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

WYGRA: Emma Stone - La La Land
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: Natalie Portman - Jackie i Isabelle Hupert - Elle
POWINIEN WYGRAĆ: Natalie Portman - Jackie lub Emma Stone - La La Land
NIESŁUSZNIE POMINIĘTE: Amy Adams - Nowy początek, Amy Adams - Zwierzęta nocy

       Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że Oscara zgarnie właśnie Emma Stone i właściwie... dla mnie nie będzie jakiejś wielkiej tragedii. Zarówno, Em, jak i Nat, należą do moich ulubionych aktorek, więc za obie trzymam kciuki, a o wygraną którejś z nich jestem absolutnie spokojna. Rola Natalie jest jednak bardziej ambitna (moim zdaniem, lepsza niż ta w Czarnym Łabędziu), więc jakoś bardziej mi pasuje na tę wygraną i wydaje mi się, że bardziej zasługuje.

Najlepszy aktor drugoplanowy

WYGRA: Mahershala Ali - Moonlight
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: Dev Patel - Lion. Droga do domu
POWINIEN WYGRAĆ: Michael Shannon - Zwierzęta nocy lub Mahershala Ali - Moonlight
NIESŁUSZNIE POMINIĘCI: -

        W tej kategorii sytuacja statystyczna stała nam się bardzo niejasna. Cieszę się, że Michael Shannon został doceniony nominacją i bardzo bym się cieszyła, gdyby dostał również statuetkę. Po prostu, chepeaue bas! za tę rolę. Genialną perełkę wygraną gestami, mimiką i pojedynczymi niuansami. Jednocześnie, nie mam nic do tego, aby Oscara zdobył Mahershala Ali - podobnie wspaniały i naturalny.

Najlepsza aktorka drugoplanowa

WYGRA: Viola Davis - Fences
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: -
POWINIEN WYGRAĆ: Viola Davis - Fences
NIESŁUSZNIE POMINIĘTE: -

         W tym przypadku komentarz jest zbędny. Viola jest w Fences po prostu G E N I A L N A i bardzo zasługuje na statuetkę.

Najlepszy reżyser

WYGRA: Damien Chazelle - La La Land
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: -
POWINIEN WYGRAĆ: Damien Chazelle - La La Land
NIESŁUSZNIE POMINIĘCI: Tom Ford - Zwierzęta nocy

      Damien Chazelle utrzymał w La La Landzie pełną kontrolę nad aktorami, kadrowaniem. Wszystko jest tam świetnie rozplanowane, więc uważam, że to najlepszy wybór na zwycięzcę statuetki. Niestety, to kolejna kategoria, gdzie pominięty został Tom Ford.

Najlepszy scenariusz oryginalny

WYGRA: Damien Chazelle - La La Land
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: Kenneth Lonergan - Manchester By The Sea
POWINIEN WYGRAĆ: Kenneth Lonergan - Manchester By The Sea
NIESŁUSZNIE POMINIĘCI: -

     Nie będzie tragedii, jeśli Oscara zdobędzie w tej kategorii La La Land - nie zepsuje mi to jakoś bardzo humoru, ale dramat Kennetha Lonergana jest równie genialny, ale kameralny, a Akademia raczej nie gustuje w takich produkcjach. Warto by docenić w tej kategorii właśnie Manchester By The Sea. Nie powiem, czytałam oba scenariusze i oba są świetnie rozpisane i fantastycznie przełożone - w tych przypadkach - przez te same osoby. Ale te dialogi w Manchesterze - B O M B A ! ! !, więc w tej kategorii właśnie tej produkcji będę kibicować.

Najlepszy scenariusz adaptowany

WYGRA: Barry Jenkins - Moonlight
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: Eric Heisserer - Nowy początek
POWINIEN WYGRAĆ: Eric Heisserer - Nowy początek
NIESŁUSZNIE POMINIĘCI: Tom Ford - Zwierzęta nocy

      Moonlight nie urzekł mnie aż tak bardzo i właściwie z nominowanych faworytów jest mi do niego najdalej. Niestety, w tej kategorii film Barry'ego ma ogromne szanse na statuetkę, a nie zasługuje, bo scenariusz akurat jest, moim zdaniem, najgorszym punktem tej produkcji. Co innego z Nowym początkiem. Świetnie napisane postacie, świetnie rozplanowana historia - B O M B A ! ! ! ... i znowu pominęliśmy Toma Forda (za kostiumy trzeba go było chociaż nominować.

Najlepsza charakteryzacja i fryzury

WYGRA: Star Trek. W nieznane
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: Legion samobójców
POWINIEN WYGRAĆ: Legion samobójców
NIESŁUSZNIE POMINIĘCI: Boska Florence

Najlepsza muzyka oryginalna

WYGRA: Justin Hurwitz - La La Land
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: Mica Levi - Jackie 
POWINIEN WYGRAĆ: Justin Hurwitz - La La Land
NIESŁUSZNIE POMINIĘCI: Abel Korzeniowski - Zwierzęta nocy, Jóhann Jóhannsson - Nowy początek, Cliff Martinez - Neon Demon

Najlepsza piosenka

WYGRA: "City Of Stars" wyk. Ryan Gosling - La La Land
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: "Audition" wyk. Emma Stone - La La Land, "CAN'T STOP THE FEELING!" wyk. Justin Timberlake - Trolle
POWINIEN WYGRAĆ: "City Of Stars" wyk. Ryan Gosling - La La Land, "Audition" wyk. Emma Stone - La La Land
NIESŁUSZNIE POMINIĘCI: -

        W tej kategorii trzeba po prostu zobaczyć, w którą stronę pójdzie Akademia. Można prognozować. Można się zastanawiać i raczej wątpię, że jakaś piosenka odbierze nagrodę "City Of Stars". Mogłoby też wygrać "Audition" - równie genialny utwór. Boję się tylko, że możemy zostać zaskoczeni wyborem przeciętnego "CAN'T STOP THE FEELING!".

Najlepsza scenografia

WYGRA: La La Land
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: Nowy początek
POWINIEN WYGRAĆ: La La Land

        Bajkowa scenografia w La La Landzie tworzy niesamowity klimat ciepłego, magicznego Los Angeles. To byłaby z pewnością zasłużona statuetka.


Najlepsze efekty specjalne

WYGRA: Księga dżungli
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: Kubo i dwie struny
POWINIEN WYGRAĆ: Księga dżungli lub Kubo i dwie struny

      Zupełnie różne rodzaje efektów. Z jednej strony, genialnie odtworzone komputerowo żywe zwierzęta w Księdze dżungli, a z drugiej, te ręczne, tradycyjne, fantastyczne z animacji poklatkowej Kubo i dwie struny. 

Najlepsze kostiumy

WYGRA: Jackie
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: La La Land
POWINIEN WYGRAĆ: Jackie lub La La Land

     W Jackie Madeline Fountaine musiała odtworzyć legendarne stroje Jackie Kennedy i zrobiła to genialnie. Ale niech mi ktoś powie, czy nie chciałby (albo raczej chciałaby?!) nosić tych wszystkich uroczych kreacji Emmy Stone z La La Landu? Bo ja sobie już szyje takie same.

Najlepsze zdjęcia

WYGRA: La La Land
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: Nowy początek
POWINIEN WYGRAĆ: La La Land lub Milczenie
NIESŁUSZNIE POMINIĘCI: Zwierzęta nocy

    Milczenie zostało w wielu kategoriach niesłusznie pominięte. Zresztą, wydaje mi się, że to nie jest po prostu film w tematyce tej "przemiłej" instytucji, jaką jest Amerykańska Akademia Filmowa. Pozostawmy to jako sprawę do przemilczenia (no tak, żeby się z tytułem zgadzało), a o nowym Scorsese napiszę pewnie gdzieś koło wtorku - środy. Jakoś bardziej mi się widzi operator La La Landu ze statuetką niż ten od Milczenia, bo odpowiadać za zdjęcia do takiego musicalu jest naprawdę trudno i warto to uhonorować.

Najlepszy długometrażowy film animowany

WYGRA: Zwierzogród
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: Kubo i dwie struny
POWINIEN WYGRAĆ: Właściwie to... każdy?!

    Kategoria długich animacji ma w tym roku tak wysoki poziom i jest tak różnorodna. Od mainstreamowego Zwierzogrodu po już całkowicie niezależne wręcz Nazywam się Cukinia. Zarówno animacja Disneya, jak i Kubo, jak i Cukinia, jak i Czerwony żółw są genialne, a fajnie byłoby uhonorować statuetką kogoś spoza niebieskiego zamku Waltera.

Najlepszy dźwięk 

WYGRA: La La Land
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: Przełęcz ocalonych
POWINIEN WYGRAĆ: Nowy początek, La La Land lub Przełęcz ocalonych

Najlepszy montaż dźwięku

WYGRA: Przełęcz ocalonych
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: -
POWINIEN WYGRAĆ: -

Najlepszy montaż

WYGRA: La La Land
MOŻLIWA NIESPODZIANKA: Przełęcz ocalonych
POWINIEN WYGRAĆ: La La Land










A jakie są Wasze typy i przewidywania względem tegorocznych Oscarów?






[SPOILERY] "La La Land" - film, którego potrzebowałam, chciałam,  i który kocham nad życie, czyli spełnienie moich marzeń oczami Damiena Chazelle

[SPOILERY] "La La Land" - film, którego potrzebowałam, chciałam, i który kocham nad życie, czyli spełnienie moich marzeń oczami Damiena Chazelle

      "La La Land" to film, o którym było już na blogu, a Ci, którzy mają dostęp do mojego prywatnego profilu na Facebooku najlepiej wiedzą, jaką mam na jego punkcie obsesję. Produkcja Chazelle'a podzieliła jednak widzów. Przewidywałam, że tak będzie, ale nie myślałam, że tak bardzo. Dość długo czekałam aż wystarczająco wiele osób zobaczy ten musical i będę mogła dokładniej opisać ze spoilerami, dlaczego uważam go za bezprecedensowe arcydzieło oraz dlaczego tak mnie poruszył. Wczoraj obejrzałam "La La Land" po raz dwudziesty piąty (!!!). Nareszcie udało mi się go zobaczyć razem z mamą i wiecie co? Po seansie moja kochana mamusia powiedziała coś, co właściwie otworzyło mi oczy, dlaczego film kończy się tak, jak się kończy, dlaczego z początku jest się z tym tak trudno pogodzić (no jej w sumie nie było trudno) i dało mi pomysł jak ten tekst powinien naprawdę wyglądać.


O czym tak naprawdę jest "La La Land"?




       Emma Stone i Ryan Gosling grali wcześniej razem już dwa razy i dwa razy grali zakochanych. Wiecie co jest najważniejsze na ostatnim etapie produkcji filmu? A raczej już po jego wyprodukowaniu. Dystrybucja i marketing. "La La Land" w Polsce miał świetną dystrybucję, ale problem w tym, dlaczego niektórzy z Was po obejrzeniu go nie mogli się pogodzić z zakończeniem leży właśnie  w marketingu. Że niby to film o dwojgu kochających się ludzi, którzy są niezwykłymi marzycielami? No nie do końca. Zastanówmy się porządnie, jaką taktykę wybrał Chazelle i producenci, aby wprowadzić nas w romantyczny trans i przymknąć oczy na najważniejsze aspekty tego filmu. Oglądając wczoraj "La La Land" dość mocno go analizowałam scena po scenie i naprawdę zauważyłam pewne cechy osobowości bohaterów, które pozwoliły mi stwierdzić, że pozornie nieszczęśliwe zakończenie było jedynie słuszną i uzasadnioną opcją.
        Mia jest młodą dziewczyną. Z początku pewną swoich zdolności i pragnień, ale z biegiem fabuły możemy stwierdzić, że jest trochę zagubiona i tak naprawdę nie wie czy to, czego chce jest tym, czego potrzebuje. A Sebastian? Schizoidalny i ekscentryczny pianista, który za wszelką cenę chce otworzyć swój klub w legendarnym miejscu wydaje się być dla nas jednak tym drugim bohaterem, tym mniej ważnym. Przez większość czasu skupiamy uwagę na Mii, marzycielce, jaka poświęciła sześć lat swojego życia na bezskuteczne chodzenie na przesłuchania. To ona jest naszym głównym bohaterem. Nawet patrząc na zakończenie. Życie dziewczyny, a raczej już kobiety, poznajemy dokładniej. Dowiadujemy się, że ewoluowała. Co z jej poprzednim partnerem? Od odejścia z The Messengers Sebastian pracował nad spełnieniem swojego marzenia, ale w sprawach sercowych jego serce dalej było przy Mii. Wiecie dlaczego? Bo była to, moim zdaniem, jedyna kobieta w jego życiu, z którą mógł się dogadać, z którą połączyła go miłość. Ale czy to była taka miłość jak z pierwszej lepszej komedii romantycznej czy melodramatu?


Co jest tak naprawdę ważne w życiu Mii i Sebastiana?    




       Zarówno Mia, jak i Sebastian na początku filmu nie są zaangażowani emocjonalnie w żaden związek. Faktycznie, dziewczyna ma chłopaka, ale ta relacja jest tak powierzchowna, że nic między nimi się nie dzieje, nie zachodzą żadne interakcje, a nawet, gdy Mia wychodzi z restauracji, Greg jej w ogóle nie zatrzymuje. Sebastian za to jest totalnym samotnikiem. Tradycjonalistą, który odczuwa niezrozumienie ze strony całego świata. Niezrozumienie tego, jak po tylu porażkach, nadal można wierzyć w powodzenie. Kiedy nasi bohaterowie się poznają (chodzi o ten moment w barze, jak Seb gra), pianista oczywiście zachowuje się oschle i nieprzyjemnie, a Mia jest oczywiście uśmiechnięta i pozytywna. Później mamy jedną z najlepszych scen w całym filmie (tę z "I Ran") i dalej ukazujemy różnice pomiędzy nimi. Przecież Mia jest zwariowaną ekstrawertyczką, a Sebastian zachowawczym introwertykiem. Kiedy następuje moment przełamania w ich relacji? Kiedy dowiadują się o swoich marzycielskich naturach. Bo oprócz marzycielskiej natury i bycia artystą, nasza para nie ma ze sobą tak naprawdę nic wspólnego.
      Damien Chazelle to w tym momencie największy marzyciel i wielbiciel jazzu w Hollywood. "La La Land" to jego drugi pełnometrażowy film. Nie wiem czy zauważyliście, ale odpowiedź na pytanie z nagłówka daje nam sam reżyser w formie, jaką wybiera na przedstawienie ich związku. Mia i Sebastian odjeżdżają, namiętnie się całując, a potem widzimy urywki z tego, jak nasi bohaterowie spędzają razem czas. Do swobodnie postępującej fabuły wracamy dopiero wtedy, kiedy w ich relacji zaczyna się kryzys. Czemu? Bo głównym tematem "La La Landu" wbrew pozorom wcale nie ma być związek Mii i Sebastian.


Jak Chazelle postanowił wpuścić widzów w maliny?




        "La La Land" to tak naprawdę film o marzeniach i ich spełnianiu. W jednym z odcinków mojego ukochanego "Glee" pewien bohater wspomniał o tym, jakie dylematy mają gwiazdy Broadwayu (i nie tylko), że muszą wybierać pomiędzy miłością a karierą. Pewne wydarzenie zakręciło, niestety, Ryanowi Murphy'emu plany i zaburzyło koncepcję, która stworzyłaby z jego serialu ponadczasową opowieść pełną prawdy i rad dla młodych artystów. Chazelle wybrał jednak inną drogę, która, moim zdaniem, ani nie pochwala poświęcenia miłości dla kariery, ani nie pochwala poświęcenia kariery dla miłości. Reżyser w epilogu chce nam pokazać na zasadzie "co by było gdyby", gdzie Mia i Sebastian popełniali pewne błędy, a ostatecznie stwierdzić, że nie wiadomo czy nasza para spełniłaby swoje marzenia, a może gdyby ich nie spełnili oboje, w pewnym momencie zaczęliby się nienawidzić. Jeśli się zastanowimy, to właśnie takie zakończenie daje naszym bohaterom ich wymarzone przed spotkaniem siebie szczęście. Mia przecież chciała być podziwianą aktorką, a Sebastian mieć popularny w L. A. klub jazzowy. Odczuwają spełnienie w swoim życiu artystycznym. Czy możemy jednak powiedzieć, jak Ci artyści się ustosunkowali do całej zaistniałej sytuacji? Wydaje mi się, że tak.
        Jedne z najlepszych filmowych spojrzeń ostatnich lat padają właśnie z oczu Ryana Goslinga i Emmy Stone. Zarówno z nich, jak i z całej akcji w klubie, można odczytać, co o swoim uczuciu myślą bohaterowie. Każdy może to odczytać na swój własny sposób, ale chyba wszystkie opinie mają jeden wspólny mianownik - TĘSKNOTA.

Jak ja je odczytuje?

      Mia z małego "pingwina nielota" zmieniła się w poważną aktorkę, w dorosłą, wydającą się być dojrzałą kobietą. Kiedy tylko wchodzi do kawiarni, panuje tam zupełnie inna atmosfera. Stanęła ona w pozycji, w której zawsze chciała być, czyli jej marzenia się spełniły. W scenie w barze Sebastiana budzi się w niej jednak ta delikatna, krucha dziewczyna z początku filmu. Patrząc na swojego poprzedniego partnera, tęskni za tym teoretycznie bezstresowym, artystycznym życiem, które razem prowadzili. Wyobrażenia o alternatywnym życiu sprawiają, że ta cała twarda Mia znika. Uwiedziona przez muzykę, kochaną przez Sebastiana, odczuwa pewną tęsknotę, a spełnienie wydaje jej się być dyskusyjne w tym przypadku.
     Sebastian nigdy nie był realistą. Od początku filmu kreowany jest na o wiele większego marzyciela niż jego ekranowa partnerka. Chce złapać wiatr w żagle i popłynąć za swoimi pragnieniami. Słysząc rozmowę Mii z jej matką, jego duma zostaje urażona. Choć dzień wcześniej nie zgodził się na zespół ze starym "kolegą", to po tym zdarzeniu postanawia stać się chyba bardziej odpowiedzialnym, nawet pomimo tego, że muzyka, którą gra nie jest w jego stylu. Po prostu dobrze zarabia na dom, jeździ w delegacje, ale pomimo, iż czuje, że wszystko powoli się rozpada, to dopiero w późnym momencie chce to naprawić. Ostateczną naprawą jest namówienie Mii, która straciła wiarę w siebie, aby poszła na casting i pokazała swoją prawdziwą twarz, wrażliwej, kruchej i marzycielskiej artystki. Nie wydaje mi się, żeby Sebastian kiedykolwiek zapomniał o swojej partnerce, a wręcz uważam, że nigdy już nie znalazł (gdybyśmy się przyjrzeli w jakimś jeszcze dalszym epilogu) kolejnej. Mia, jako jedyna w jego życiu, mało wierzyła w siebie, a Seb potrzebował kogoś, komu będzie mógł pokazywać jak bardzo widzi jego możliwości oraz jak bardzo tego kogoś podziwia. Taka była właśnie Mia. W ostatnim jego spojrzeniu czuć olbrzymią tęsknotę za tym, co stracił, a że "La La Land" kończy się rozpoczęciem gry Goslinga, to wydaje mi się, że po prostu gość postanowił poświęcić życie muzyce.



Damien Chazelle, czyli największy marzyciel współczesnego Hollywood





        Tu będzie już krótko. Jako takie podsumowanie. Damien Chazelle kocha jazz. Damien Chazelle kocha marzyć. Damien Chazelle kocha sztukę. Damien Chazelle powinien zrobić jeszcze kilka musicali. Żyjemy w epoce, w której raczej tęskno nam do beztroskiej Złotej Ery Hollywood, więc potrzebujemy produkcji, jakie dadzą nam, współczesnym marzycielom spełnienie marzeń i punkt do identyfikacji. Reżyser (i scenarzysta) sam czegoś takiego potrzebował. Młody i ambitny, gotowy na podbój całego tego filmowego światka, ukazuje nam historię dwojga marzycieli w sposób tak naturalny i tak osobisty, że ta cała magiczna otoczka w żaden sposób nie jest wymuszona. 

Dlaczego według pierwotnego założenia "La La Land" kończy się happy end'em?

Bo to właściwie film o marzeniach na tle miłosnym, a nie jak mylnie można stwierdzić o miłości na tle marzeń. O wspieraniu się nawzajem w dążeniu do spełnienia pragnień, o zrozumieniu, o cenie jaką ponosi się za swoje idealne, artystyczne życie.