Ten o starzejącym się Chudym, czyli "Toy Story 4" (2019)
O
jakość animacji Pixara nie trzeba się bać, bo zwykle nie schodzą
poniżej pewnego poziomu. Nawet jeśli mają za sobą kilka wpadek,
np. sequele „Cars” i „Dobrego dinozaura”, to seria „Toy
Story”, której czwartą część możemy od jakiegoś czasu
oglądać w polskich kinach, nie zawiera w sobie żadnej. Wręcz
przeciwnie, to zgrabnie opowiedziane historie grupy zabawek,
przeżywających przygody. „Toy Story” wyszło w 1995 roku i było
pierwszym filmem animowanym całkowicie komputerowo. Na „Toy Story
2” twórcy zdecydowali się krótko po premierze rewolucyjnej bajki
i ta część była pokazywana w kinach już w 1999. Jest to najmniej
pamiętany epizod serii, bo i w świecie animacji nie wydarzyło się
nic aż tak progresywnego, co mogłoby wzmocnić znaczenie filmu w
galerii produkcji, jakie były wtedy pokazywane, a pamiętajmy, że
mówimy tu o tzw. „renesansie Disneya”. Poza tym, nie dało się
zbyt mocno zagrać na starzeniu się naszych bohaterów. Produkcja
„Toy Story 3” odczekała niemal pokolenie, bo zaprezentowano ją
dopiero w 2010 roku. Wśród widowni dominowały osoby zachwycone,
ale tak czy tak – mało kto spodziewał się, że na trylogii się
nie skończy. „Toy Story 4” pojawiło się na ekranach kin na
przełomie lipca sierpnia tego roku. Przez ten rozstrzał w czasie
produkcji na serii wychowały się już prawie dwa pokolenia, a
studio, które ją stworzyło, może się szczycić posiadaniem w
swojej filmografii czterech znakomitych animacji.
W
„Toy Story 4” właścicielką znanych nam zabawek jest Bonnie, co
wiemy już z ostatnich scen „Toy Story 3”. Bonnie czekają
pierwsze chwile w szkole, a że radzi sobie z wizją tego
doświadczenia o wiele gorzej niż Andy, to Chudy jest zaniepokojony
i postanawia jej pomóc. Chowa się w jej plecaku i rusza razem z nią
do zerówki, gdzie ma okazję podłożyć dziewczynce narzędzia do
stworzenia Sztućka, nowej zabawki – tym razem takiej kreatywnej,
bo zrobionej z śmieci. Sztuciek nie może przekonać się jednak do
swojej nowej roli i uparcie trwa w przekonaniu, że jego miejsce jest
w śmietniku. Chudy znajduje w tym kolejną misję i pragnie utrzymać
Sztućka przy Bonnie. Wszystko wydaje się iść w dobrą stronę aż
do momentu, w którym dziewczynka wyjeżdża z rodzicami na
wycieczkę, biorąc ze sobą Sztućka i Chudego. Kiedy ten pierwszy
ucieka, kowboj stawia sobie za cel odnalezienie go.

W
tej części serii znów najważniejszym bohaterem jest Chudy. Po raz
kolejny ma on zresztą nie tylko pomóc drugiej postaci, ale również
wejść, dzięki temu, na kolejny etap swojego życia i pogodzić się
z jego zmiennością. Twórcy nie ukrywają również, że „Toy
Story 4” ma być filmem o zupełnie innym znaczeniu dla młodszych
widzów i zupełnie innym dla starszych. Pod przykrywką pełnej
humoru opowieści o zabawkach przeżywających kolejne przygody pod
opieką właścicielki całkowicie innej od Andy'ego, przekazywane
jest nam niesamowicie dojrzałe rozliczenie z życiową zmiennością
i upływającym czasem. „Toy Story 4” radzi sobie ze
zróżnicowaniem sposobów dotarcia do kilku grup wiekowych najlepiej
ze wszystkich części serii. Chudy przeżywa tu istny kryzys wieku
średniego i pięknie zresztą w tym filmie widać jak bardzo ten
bohater zmienił się od pierwszego „Toy Story”. W końcu wszyscy
pamiętamy jego strach o pozycję, kiedy pojawił się Buzz. Tutaj
kowboj to już całkowicie pewna swojego znaczenia zabawka, która
choć rozstała się ze swoim długoletnim przyjacielem, Andym, to
wciąż widzi same pozytywy w swoim celu egzystencji, nawet jeśli
osiąga go z innym właścicielem. Do tego, gdy tylko w domu zjawia
się nowy gość, Chudy nie stara się już za wszelką cenę bronić
swojego miejsca w drużycie. Wszystko, co robi, ma uszczęśliwić
Bonnie i sprawić, że Sztuciek poczuje się prawdziwą zabawką.
Przychodzi jednak czas, że i kowboj musi zakwestionować swoje
dotychczasowe powołanie i skonfrontować z możliwościami, jakie
niesie mu przyszłość. Twórcy „Toy Story 4” przepięknie
pokazują w swoim filmie moment, w którym musimy wreszcie
zdecydować, że choć osoby, dla jakich dotąd żyliśmy,
ukształtowały nas jako ludzi, to w końcu przychodzi chwila na
rozmyślania o rozpoczęciu życia bez żadnych etykietek, co w
połączeniu z motywem kryzysu wieku średniego świetnie obrazuje
uczucia rodziców, kiedy muszą odciąć pępowinę i pozwolić nie
tyle swojemu dziecku, ale przede wszystkim, sobie, żyć własnym
życiem.

To,
że animacja jest przepiękna, nie będzie dla nikogo nowością.
Pixar przyzwyczaił nas już do pewnej jakości zarówno w kontekście
warstwy dzielonej z innymi filmami fabularnymi, jak i w kontekście
wykonania animacji. Oglądając serię „Toy Story” można zresztą
bardzo dokładnie zaobserwować jak wielki progres w powoływaniu
postaci do życia za pomocą komputera uczyniło studio (i jak
wiadomo nie tylko to konkretne studio uczyniło taki progres). Kiedy
przypomnimy sobie jak sztucznie i czasami wręcz upiornie wyglądali
ludzie w pierwszej części, a potem spojrzymy jak uroczo i
naturalnie prezentują się teraz, to jeszcze lepiej poczujemy czas,
jaki minął pomiędzy produkcją pierwszej a czwartej części.
Czas, który moim zdaniem, przysłużył się czwartemu filmowi
zarówno w sprawie jego lepszej animacji, jak i w sprawie jego
oddziaływania na widzów, którzy choć dorośli, to gdzieś w
środku wciąż zachowują uczucia towarzyszące im przy pierwszym
spotkaniu z niezwykłymi zabawkami.
„Toy
Story 4” udaje się wprowadzić do serii nowych, dających łatwo
się polubić, bohaterów. Sztuciek jest postacią absolutnie uroczą,
a jego relacja z Chudym bardzo ładnie koresponduje z obecnym w
kulturze motywem przyjacielskiej relacji uczeń-nauczyciel. Podobnie
jest z lalką Gabby Gabby. Twórcom udało się nas zaskoczyć i nie
tylko utrzymać poziom poprzednich filmów, ale nawet go przebić.
Jeśli Pixar zdecyduje się kiedykolwiek kontynuować swoją sagę o
humanoidalnych zabawkach, nie będę się już obawiać o to, czy
wyjdzie z tego obronną ręką. Skoro najlepszą częścią „Toy
Story” jest czwarta produkcja z tej serii, to dlaczego piąta
miałaby być gorsza od reszty. Mam zresztą wrażenie, że skoro
życie człowieka nie kończy się na przełomowych konfrontacjach ze
status quo, to na tym nie kończy się również życie zabawek i
jeszcze co najmniej raz zobaczymy ich zmagania z kolejnymi
wyzwaniami, które rzuca im życie. Na to zresztą gdzieś po cichu
liczę.
Pixarowi
udało się w ich najnowszym filmie skorzystać z każdej szansy,
jaką rzucił im pod nogi sukces i uwielbienie poprzednich filmów.
Nie dość, że nostalgia, z którą wiąże się każdy kolejny
seans produkcji z serii „Toy Story” nie zdominowała sposobu, w
jaki postacie stanowią o sobie samych, to jeszcze pozwoliła je
lepiej rozwinąć i jeszcze bardziej upodobnić ich pod względem
psychologicznym do ludzi. W końcu widzowie, którzy w 1995 roku szli
na wtedy nowy cud techniki komputerowej, w 2019 sami przeżywają
pewnie wiele kryzysów. Dzięki „Toy Story 4” mogą przejść
przez nie razem z ukochaną postacią.
Dzięki
„Toy Story 4” wszyscy mamy szansę poczuć, że nie tylko my się
starzejemy.
Chudy
też tak ma.
PS
W wakacje obejrzałam dużo dobrych rzeczy – fabuł, dokumentów,
seriali. Widziałam też kilka niezłych krótkich metraży. Wszystko
będzie się pojawiało tutaj sukcesywnie w formie albo długiego
tekstu dla jednego filmu/serialu, albo zbioru kilku seriali w jednej
notce. Wszystko zależy od tego, ile czasu będę mogła poświęcić
na pisanie i czy będę czuła potrzebę napisania czegoś długiego.
O rzeczach, o których nie mam potrzeby pisać długo, rozwijam się
tutaj: https://www.facebook.com/PalmaKulturalna/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz